Porada kobiety:

Kiedyś, gdy pisałam o stylu, robiłam to zawsze w sposób życzeniowy. Wiele pisałam o tym, co zamierzam zrobić, jak będę planować, co bym chciała wprowadzić do garderoby itd. Tymczasem od kiedy uprościłam swoją szafę (mniej więcej od transformacji instagrama na biały), zaczęłam swoje stylowe życie przeżywać bardziej tu i teraz -> raczej obserwować siebie i swoje potrzeby niż bujać w obłokach. Przyniosło to znakomite efekty. Działam z tym, co mam i nie snuję już dalekosiężnych wizji, a raczej tylko uzupełniam szafę i ją rozwijam.

Zauważyłam, że wyklarowały mi się cztery schematy ubioru, które powtarzam. Bardzo rzadko zdarza mi się od nich odbiegać, bo sprawdzają się znakomicie przy takiej niezdecydowanej pogodzie jak ostatnio i spokojniejszym trybie życia podyktowanym przez wiadomo jakie okoliczności… Komfort ubioru bardzo się zbliżył do tego poziomu, jaki oferują ubrania typowo domowe, ale i tak wchodząc do mieszkania zmieniam bluzkę, bo nasz kot to straszna przylepa, a ja nie mam serca odmawiać przytulania.

Tak bardzo w tym komforcie się odnajduję, że choć kupiłam ostatnio wymarzoną spódnicę o mocnej strukturze (COS, z drugiej ręki), chyba zaczekam z noszeniem jej do wiosny, a teraz skupię się na tych czterech schematach i je porządnie podrasuję.

Kolaż jest symboliczny, nie ubieram się tylko na czarno, ale na tym kolorze fajnie można uśrednić wszystkie kształty ubrań i skupić się na szczegółach. Zachęcam Was również do tworzenia takich kolaży czy zbiorów sylwetek, opierając się tylko na jednym kolorze. Wychwycicie wówczas krytyczne punkty w Waszych sylwetkach, różnice w uniformach staną się widoczne gołym okiem.

Uniform nr 1

 

Bluza i legginsy

Banalne, ale nie takie proste.  Takim, wydawać by się mogło, bezmyślnym zestawom, trzeba poświęcić trochę uwagi. Ja np. do tej pory nie znalazłam idealnych legginsów. Sieciówki i Decathlon nie spełniają moich oczekiwań. Legginsy opierają się częstemu praniu i nie szarzeją, ale za to po prostu robią się w nich szybko dziury. Czy Wy też tak macie, że pierwsze dziurki pojawiają się na samym dole nogawki, tuż przy skarpetkach??? Sportowe legginsy jakoś niezbyt mi się podobają, więc teraz zamówiłam sobie legginsy z Gatty, takie z zapiętkami. O dziwo, z tej marki legginsów jeszcze nie miałam.

Jeśli chodzi o bluzy, to tutaj jestem już zabezpieczona i niczego nie potrzebuję. Przede wszystkim mam swoją starą bluzę z Kombokolor, którą kocham od dawna i która na zawsze będzie mi się kojarzyć z lasem, bo w tym roku brałam ją praktycznie na każdy wypad.

Ale też trafiłam w lumpeksie na świetną bluzę z Fruit of the loom, którą później znalazłam jeszcze na allegro i dokupiłam sobie w graficie i niebieskim. To jest ta męska bluza. Jak widzicie występuje w bardzo wielu wersjach kolorystycznych i jest bardzo tania, jednak jakość jak dla mnie jest fantastyczna. Biorę je w rozmiarze L, żeby były takie właśnie luźne i idealne do legginsów!

W tym zestawie zawsze dla mnie istotne są… skarpetki. Staram się, by nie były czarne. Lubię to połączenie – sportowy but + skarpetka + legginsy, w takim sensie, że widać, że mam na sobie legginsy. A więc zazwyczaj mam jakieś bawełniane skarpetki w stonowanym kolorze (nie we wzorki) – beżowe, jasnoniebieskie, szare, cieliste. I tu przechodzimy płynnie do drugiego uniformu.

Uniform nr 2

 

Sukienka i rajstopy

Tu pojawia się pytanie – czym to się różni od pierwszego uniformu. Prosta sukienka, czasem nawet z takiego dresowego materiału jak bluza i rajstopy do tego, to jest praktycznie taka sama sylwetka jak bluza i legginsy. Otóż dla mnie rozróżnienie jest istotne, bo ja akurat nie zakładam legginsów do sukienki. Zestaw z bluzą noszę ze sportowymi butami, a sukienkę najbardziej lubię ze sznurowanymi botkami.

Mam tylko jedną sukienkę tego typu, ale już mam na oku coś granatowego w tym stylu.

Dla kogoś takiego jak ja, kto uwielbia płaszcze i je kolekcjonuje, są to idealne schematy ubioru. Płaszcz w takich zestawach odgrywa kluczową rolę. Teraz jeszcze zakładam trencz, ale już za chwilę sięgnę po mój wełniany arsenał. Pro-be w tym roku wystrzeliło z fantastycznymi kolorami, między innymi tym charakternym fioletem, ale ja po raz pierwszy w życiu, będę miała płaszcz w kolorze, który jest teraz dla mnie podstawą – szarości. Będzie świetnie pasował do białych sneakersów, które zostawiam sobie na zimę.

Uniform nr 3

 

Sweter na elegancko

Następny uniform jest moim spojrzeniem na swetry w tym roku. Zdarza mi się nosić sweter tak zupełnie zwyczajnie ze sportowymi butami i jeansami, ale najbardziej lubię interpretować swetry „na elegancko”. Czyli jeśli sweter zestawiam z jeansami, to nie mogę się powstrzymać, by dodać pod spód koszulę. Swetry wyglądają też super w towarzystwie eleganckich spodni z kantem i wsuwanych butów. Jeszcze nie robiłam zestawów ze spódnicami, ale chyba w tym roku w końcu zacznę. Za każdym razem, gdy zakładam spódnicę, ręka odruchowo sięga po czarny golf – spróbuję ją uspokoić…

Mam cztery kaszmirowe swetry (2 czarne, szary i granatowy) i nie dam im bezczynnie leżeć w tym sezonie. Przymierzam się również do wprowadzenia koloru w moich swetrach i nie mówię tu tylko o niebieskim :)

I znowu płaszcz przydaje się jako kropa nad i. Mały szczegół, lecz trochę inaczej patrzę na trencze i noszę je często rozpięte. Do tej pory zawsze obwiązywałam się paskiem, a teraz lubię ten luz rozpiętego płaszcza i czasem zostawiam pasek związany swobodnie z tyłu.

Uniform nr 4

 

Coś obcisłego do jeansów

Kolejna zmiana u mnie. Do tej pory rzadko wciągałam bluzki do jeansów. Teraz lubię gładkie obcisłe golfy, body lub basicowe koszulki z długimi rękawami wpuszczone do spodni, dokładnie tak jak dzisiaj na insta. Mam swoje ukochane jeansy w grubym i sztywnym denimie i uwielbiam je tak prosto łączyć z takimi podstawowymi górami. Na wierzch płaszcz albo marynarka i to jest strój w którym mogłabym chodzić forever :)

Do tego pasują wszystkie buty świata, a ja w tym sezonie chciałabym znaleźć specyficzny rodzaj botków, który wprawdzie nie jest w trendzie, ale pokrywa się z moją estetyką. Marzą mi się gładkie botki z platformą z przodu i masywnym obcasem, Ecco ma coś takiego, ale chyba chciałabym botki z jeszcze większą platformą z przodu. A więc na razie tylko to będzie obiektem moich poszukiwań.

Uproszczenie szafy przyniosło mi wielką ulgę, bo zaczęłam patrzeć bardziej realistycznie na swoje ubrania. Zostało już naprawdę niewiele rzeczy w szafie, których nie noszę i które są przechowywane tak sobie, bez żadnego planu na przyszłość. A to co mam, udaje się logicznie pogrupować i stworzyć chociażby takie proste schematy ubioru. Dążę do tego, żeby wyeliminować wszystko, czego nie noszę.